poniedziałek, 14 lipca 2014

Na rowerach nad morze!

         W zeszłym roku przejechaliśmy przez świat. W tym, postanowiliśmy przejechać przez Polskę. Dosłownie, i to na rowerach.

         Skąd pojawił się ten wyjątkowy pomysł? Sami do końca nie wiemy. Jednak coś Nas zmotywowało, by wyposażyć rowery w konieczny sprzęt i ruszyć w pierwszą w Naszym wspólnym życiu wyprawę rowerową. Po spakowaniu całego Naszego dobytku, zarówno tego biwakowego jak i plażowego do sakw na bagażniku rowerowym, wyruszyliśmy z Obornik Śląskich celując prosto na północ – do Smołdzińskiego Lasu, w Słowińskim Parku Narodowym. 

         Na pokonanie nieco ponad 500 kilometrów wyznaczyliśmy sobie 5 dni – plan był ambitny, ale daliśmy radę. Bez żadnych problemów i usterek rowerowych pokonywaliśmy każdego dnia po mniej więcej 100 kilometrów, najczęściej kończąc dzienny odcinek biwakiem pod namiotem. Tylko drugiego dnia, zatrzymaliśmy się na noc w Gnieźnie, by zregenerować siły w miękkim łóżku i wykąpać się w bieżącej wodzie.

         Jesteśmy bardzo zadowoleni z trasy jaką obraliśmy. Jechaliśmy głównie wiejskimi drogami gminnymi lub bardzo mało uczęszczanymi trasami powiatowymi, dzięki czemu jazda na rowerze była bezpieczna i komfortowa. Zdarzały się odcinki drogi gdzie samochody mijały Nas raz na piętnaście minut, a rekordem był fragment w dolinie rzeki Słupi, gdzie przez 10 kilometrów nie wyprzedziło Nas żadne auto. Mogliśmy często swobodnie jechać obok siebie równolegle, rozmawiać i oglądać okolicę. Zdecydowana większość Naszej trasy przebiegała przez rolnicze i monotonne krajobrazowo obszary. Dopiero ostatnie dwa dni pozwoliły Nam na znalezienie schronienia przed słońcem, podczas przejazdu przez bujnie zalesione Kaszuby i Pomorze. Ta część trasy najbardziej Nam się podobała, co parę obrotów korbami mijaliśmy kolejne jezioro z krystalicznie czystą wodą. Żałowaliśmy wtedy, że nie mamy wystarczającej ilości wolnego czasu, by zatrzymywać się nad każdym z nich chociaż na chwilę. Chcieliśmy szybko dotrzeć nad morze, by tam móc spędzić jak najwięcej czasu.

         Kiedy dotarliśmy do Smołdzińskiego Lasu, licznik wskazywał 507 kilometrów, 26 godzin ciągłej jazdy i średnią prędkość wynoszącą 19,3km/h. Byliśmy bardzo zadowoleni, że udało Nam się dojechać – i wcale nie było tak trudno. No, może poza trzecim dniem, kiedy to upały i brak schronienia przed słońcem mocno dały Nam w kość. Podsumowując trasę wspomnimy jeszcze mały wypadek przed Chojnicami, który Nam się przytrafił. Oczywiście ruch samochodowy był bardzo niewielki na drodze, więc uczestnikami wypadku byliśmy my sami – kierownica roweru Weroniki zahaczyła o sakwę na bagażniku Tomka i po chwili (na szczęście przy małej prędkości) Weronika upadła wraz z rowerem na asfalt. Pierwsze szlify, na kolanie, biodrze i kasku nie odebrały Weronice zapału do dalszej jazdy, więc chwilę potem dalej kręciliśmy w stronę wybrzeża.

         Smołdziński Las pod Smołdzinem, to mała wieś w powiecie słupskim, zamieszkała przez nieco ponad 200 ludzi. To wieś, o której bardzo mało osób w ogóle kiedykolwiek słyszało. Zapewniło Nam to absolutny spokój na plaży i błogi wypoczynek. Dla wielu, brak sklepów z pamiątkami, zatłoczonych deptaków i zapachu gofrów wyklucza udane wakacje. Nam jednak wcale nie przeszkadzał trzy kilometrowy dystans do plaży, ani dwu kilometrowy do sklepu. Mimo, że nad samym morzem wykręciliśmy jeszcze dodatkowe 200 kilometrów po okolicy to naprawdę wypoczęliśmy – a przecież po to przede wszystkim są wakacje.

         Pozdrawiamy i życzymy równie udanego urlopu.

Ps.

Wyprawa nad morze zajęła Nam pełne 5 dni, lecz drogę powrotną spędziliśmy w nocnym pociągu ze Słupska do Obornik Śląskich. Po 7 godzinach spania w pustym przedziale, mogliśmy wreszcie wypić poranną kawę w Naszym domu ;)


Oborniki Śląskie (pod Wrocławiem) - początek Naszej ponad pięćset kilometrowej trasy nad morze.

Przejazd przez dobrze Nam znaną Dolinę Baryczy.

Gniezno całkiem przypadło Nam do gustu.

Długa i żmudna droga przez Wielkopolskę.

Po obu stronach tylko łąki i pola uprawne...

...i  tylko łąki i pola uprawne...

Wiele kilometrów przejechanych w pełnym słońcu.

Bociany, stale towarzyszące Nam podczas tej podróży.

Biwak w lesie i planowanie kolejnego etapu Naszej trasy.

Fragment Naszego obozowiska.

Im dalej od domu, tym więcej atrakcji na drodze :)

Zamiast prysznica, kąpiel w jeziorze na Kaszubach.

Czasem trasa wiodła Nas przez polne drogi...

... z widokiem na malownicze jeziora

I tak aż do celu. Smołdziński Las wita rowerzystów!

Pierwsze chwile na plaży!

Zachwyt nad delikatnym piaskiem (taki, to tylko na polskim wybrzeżu! :))

Tomek na wydmie przy plaży.

Udała Nam się bardzo słoneczna pogoda.

Prawie puste plaże.
 
Idealne miejsce na odpoczynek.

Szczęśliwy Tomek.

Nie mogło zabraknąć romantycznych zachodów słońca :)

Kluki - skansen wsi Słowińskiej.

Rowerowe zwiedzanie okolicy.

Kluki - skansen wsi Słowińskiej.

Kluki - skansen wsi Słowińskiej.

Kluki - skansen wsi Słowińskiej

Kluki - skansen wsi Słowińskiej
Kluki - skansen wsi Słowińskiej.

Smołdzińskie Łąki.

Fragment wydmy Czołpińskiej w Słowińskim Parku Narodowym.

Fragment wydmy Czołpińskiej w Słowińskim Parku Narodowym.

Podczas spaceru po wydmie Czołpińskiej.

Podczas spaceru po wydmie Czołpińskiej.

Podczas wycieczki do Ustki przejeżdżaliśmy szlakiem wiodącym po stromych klifach w okolicach Poddąbia.

Widok z Latarni Morskiej w Czołpinie na Wydmę Czołpińską.

Droga na plażę w Czołpinie.

Pusta plaża - cała dla Nas ;) 

Dzikie wybrzeże na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.

Dzikie wybrzeże na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.

14 komentarzy:

  1. Ekstra! Konkurencja blogo-rowerowa rośnie :D Gdzie nastepna wyprawa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakaś propozycja wyprawowa, Karol ;) ?

      Usuń
  2. Świetne wakacje! A te biwaki to na dziko? Był problem ze znalezieniem miejsca?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć,
    Biwakowaliśmy raz na polu namiotowym, a raz na dziko. Na szczęscie nigdy nie mieliśmy problemu ze znalezieniem noclegu. Akurat w Dolsku (po pierwszych 110km) gdzie planowaliśmy się rozbić znaleźliśmy mały camping. Tak samo było już na Kaszubach na kampingu "Przystanek Alaska" - dotarliśmy tam bez większego planowania.

    A z biwakami na dziko też raczej nie ma problemu - o ile tylko zjedziesz z drogi z dala od zabudowań, tak by nikt nie wiedział że jesteś gdzieś w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również byłam w tym roku na takiej przejażdżce. Jechałam z Krakowa. Widzę, że macie dużo tobołków...Ja miałam tylko plecak. Zresztą sama i tak bym się bała rozbijać na dziko. Chyba...bo jakby trzeba było to bym to zrobiła, bo nie zawsze znalezeinie noclegu było łatwe...Moja fotorelacja tutaj: http://nakreconakreceniem.blogspot.com/2015/01/nad-morze-cz1-krakow-gdansk.html. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Druga część tutaj: http://nakreconakreceniem.blogspot.com/2014/10/lanckorona-2605.html. Kiedyś muszę się wybrać wzdłuż całego wybrzeża, żeby doświadczyć również tych dzikich plaży. Felicity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyliłam posty...oczywiście to nie jest druga część....Druga część przejażdżki na Hel z Krakowa jest tutaj: http://nakreconakreceniem.blogspot.com/2015/01/nad-morze-cz2-gdansk-hel-nad-morzem.html

      Usuń
  6. podziwiam, ja nie dałabym rady :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo pozytywny pomysł na spędzenie wakacji!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna wyprawa :) pomysł naprawdę dobry i odważny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie, że są jeszcze tacy pasjonaci jednośladów. Muszę się kiedyś pokusi o taka jazdę non stop w granicach 500 km :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ale piękne zdjęcia, to jeden z nielicznych parków w których nie byłem jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Planujemy ze znajomymi podobną wyprawę. Czy byłaby możliwość wysłania waszej trasy?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteście totalnie szaleni i to jest ekstra!:D piękne zdjęcia, a wiejskie drogi przez usiane kwiatami i zbożem pola jest najlepsza:) to musiała być przygoda życia i prawdziwy surwiwal:p pozdrawiam i czekam na kolejne relacje z wyjazdów!

    OdpowiedzUsuń